Przejdź do głównej zawartości

Rude popołudnie czyli jak omijać korki w mieście.

Na wstępie zaznaczam że tytuł należy traktować z przymrużeniem oka 😉
Wróciłem z pracy. Była godzina 15. Postanowiłem dzisiaj już nigdzie nie wychodzić,tylko zająć się domem. Muszę znaleźć domek dla mikrofali. Stała do niedawna na starej lodówce, ale gdy wymieniłem lodówkę na ciut wyższą okazało się, że niezbyt wygodne będzie wspinanie się do niej. Postanowiłem zatem przerobić szafkę nad blatem. Wymiarowo idealnie, trzeba tylko skrócić drzwiczki, przełożyć zawiasy i gitara. Zjadłem gwizdany obiad i zabrałem się do pracy. Po chwili stwierdziłem że nie mam wkrętów aby ponownie przykręcić zawiasy. Te stare okazały się bardzo jednorazowe. Spojrzałem na zegar. Była 15:50. Do casto mam kilometr z haczyczkiem to przelecę się Rudym i za pół godziny będę z powrotem. Przebrałem się, założyłem kask, plecak na plecy i jazda. Wyjechałem na Grunwaldzką. Kolejka samochodów od Jasnej do Ronda Grunwaldzkiego przypomniała mi, że niestety wakacje się skończyły i trzeba trochę postać. Niestety nie zawsze udaje się przecisnąć między autami. Jednak na wysokości cmentarza zrobiło się ciut luźniej i już po chwili byłem pod światłami. Kilka minut później kupowałem wkręty i kilka niezbędnych drobiazgów, o których przypomniałem sobie jak to się mówi w ostatniej chwili. Wsiadłem na Rudego, skręciliśmy w Stromą pod górkę, kilka sprytnych manewrów i już jestem na placu poznańskim pod światłami. Myślami wkręcałem już ostatni zawias gdy patrzę nagle na kruszwicką a ona cała zatkana jak to Andrzej mawia. Myślę sobie: No tak 16 to największy syf na ulicach. - No to jedziemy przez Błonie - poinformowałem Rudego. - Przez to Błonie pod Warszawą? - spytał naiwnie Rudy. - Nie przesadzaj odparłem i ruszyliśmy, bo akurat zapaliło się zielone. Jadąc pod górkę Szubińską myślałem sobie jak tu jechać? Najszybciej w prawo za NATO i Ułańską w dół, ale czy mi się spieszy? No to może przez Miedzyń? Trochę dalej i kawałek przyjemnie przez las? Już lepiej, ale Nakielska będzie zatkana. Tak rozmyślając dojechałem do Białych Błót. Szybka myśl S5? Eee nie bo Rudy się niepotrzebnie spoci. No to sru jedziemy przez Murowaniec - rzekłem skręcając w ostatnią drogę po prawej w Białych. Rudy prychnął z aprobatą i pojechaliśmy prędkością spacerową podziwiając przyrodę i różne inne rzeczy. Ruchu praktycznie nie było. Jechałem sam. Minąłem Lipniki, w Murowańcu zajechałem do Dinusia na łyk wody, a w Łochowie zamiast skręcić w prawo na Bydgoszcz coś mnie podkusiło i poleciałem na Nakło. W Gorzeniu skręciłem na Ślesin i po kilku kilometrach jazdy zatrzymałem się na krótki postój przy dworcu w Ślesinie. Dalsza jazda zdroworozsądkowo rysowała się w postaci drogi krajowej 10 za którą specjalnie nie przepadam, więc poleciałem prosto przez Teresin, Goncarzewy i Sicienko. Dalej to już mnie zwyczajnie poniosło i z Wojnowa zamiast do Bydgoszczy poleciałem na Mochle i Szczutki i dojechałem do DK25. No to Rudy jak szaleć to szaleć rzekłem skręcając na Bożenkowo. Bardzo lubię tą leśną trasę. Minęliśmy Bożenkowo, kilka zakrętów w lesie i już jedziemy wzdłuż S5 w kierunku Maksymilianowa. W Maksie zajechałem na dworzec aby ciut przypomnieć sobie stare czasy. Niestety żaden pociąg akurat nie przejeżdżał. Zawiedziony pojechałem do Żołędowa i skręciłem na Niemcz. Dalej już bez kombinacji Myslecinek, Osiedle Leśne, Rondo Jagiellonów, Focha, Grunwaldzka i już w domu. I co można jechać bez korka do domu? No pewnie. Rudy zadowolony, ja zadowolony, że się przewietrzyliśmy i przy okazji nastukane 90km 😂 
W przygotowaniu: Nie wiem 🤔 Chwilowo nigdzie nie byłem, będę musiał sięgnąć w czeluści pamięci swej. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień pracy piekarza ciastowego na początku XXI wieku.

Jako że ostatnio nie mam weny na podróże opiszę wam dzień pracy piekarza ciastowego w 2000 roku. Pracowałem wtedy w Spółdzielni Produkcji Spożywczej Tosta w piekarni nr 5 przy ulicy Toruńskiej 170. Była to chyba jedyna piekarnia w Bydgoszczy, a kto wie czy nie w Polsce umieszczona na trzech kondygnacjach. Od góry na drugim piętrze znajdował się magazyn surowców, ciastownia czyli pomieszczenie w którym wytwarzało się ciasta na chlebki i bułeczki, lej spustowy którym podawało się ciasto na chleb do linii dzieląco - formującej znajdującej się piętro niżej. Na pierwszym piętrze znajdowały się maszyny do obróbki ciasta na chleb i bułki, stoły do ręcznego kształtowania niektórych wyrobów, komora rozrostowa oraz piece. Taśmowy głównie do chleba oraz wrzutowy do drobnicy czyli bułek, rogali i innych cudeniek. Ponadto na piętrze znajdowała się stołówka czyli pokój śniadań oraz biuro kierownika. Na parterze znajdował się magazyn wyrobów gotowych,...

Po zdjęciu gipsu 2020, czyli po wypadku część 2

Grafika przedstawiająca budowę stawu kolanowego u człowieka  Przedmowa . W zasadzie miało tego nie być, ale skoro pisałem o wypadku, oraz mam gotowy post o pobycie w szpitalu, to nie może zabraknąć i takiej relacji pogipsowo - przed szpitalnej. Materiał pisany na świeżo wg wspomnień ubiegłorocznych. Niektóre daty zatarły mi się w pamięci, ale w przybliżeniu odtworzyłem sytuację chronologicznie. Maj 2020 Stało się pewnego dnia. Zdjeto mi gips w końcu po 6 tygodniach. Jednak nie było tak łatwo jak przy kostce że stanąłem od razu na obie nogi.  Trzeba było nauczyć się chodzić. Dostałem zlecenie na wydanie ortezy na sam początek, a następnie skierowanie na rezonans z zaleceniem aby udać się do Gizińskich, bo mają krótkie terminy (hehe pewnie na jesień jak znam życie) dokustykalem do schodów i... Kurde nie umiem zejść. No to kule pod pachę pod drugą pachę barierka i zeskoczyłem na lewej jakoś. Ojciec zawiózł mnie do sklepu medycznego gdzie zaopatrzyłem się w ortezę. Uff...

Przerwa techniczna.

Z przykrością zawiadamiam że z powodu zakończenia sezonu turystycznego i braku tematów do pisania czasowo zawieszam regularną działalność pisarską. Jakieś teksty będę wrzucać od czasu do czasu. Zaglądajcie i czekajcie cierpliwie.